Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komin. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 grudnia 2010

Chusta z kapturem?

Niezupełnie, to po prostu zwykła chusta, tylko duża. 2,15x1 m. A to oznacza, że można się nią trochę pobawić. Na przykład robiąc z niej komino-kaptur jak na zdjęciu niżej. To coś dla tych, którzy nie lubią czapek:)

 

Zrobiłam tę chustę z prawie kilometra mieszanki moheru z akrylem (60-40%). Jest bardzo przyjemna w dotyku - włochata, ale tylko trochę, i tak jakby z lekkim poślizgiem. Druty nr 4, ażur wg pomysłu własnego. Całość miękka, dobrze się układa.


A w dodatku wychodzą z niej fajne paski:) 

środa, 10 listopada 2010

Kominomania

Wyprodukowałam ostatnio trochę kominów, pora się pochwalić:



 
 




A ponieważ zrobiło się trochę monotematycznie, pora na lekką odskocznię: kolejny szal po estońsku:



czwartek, 7 października 2010

Oliwka w kominie

Wpadłam w ciąg: ostatnio produkuję prawie same neckwarmery (tzn. golfy, ale bez reszty swetra). Jeden z ostatnich to ten oliwkowo-zielony. YarnArt Angora de Luxe, niecały motek, druty nr 3,5.


Szerszy niż typowy golfik, ale jeszcze nie tak szeroki jak typowy komin. Ale da się rozciągnąć do takich rozmiarów.


Rozleniwiłam się straszliwie i nie chce mi się robić kominów na okrągło, z dołu do góry, czy też z góry na dół. Robię je dokoła. Provisional cast-on (czyli nitka tymczasowa), a potem igła i zasuwam kitchenerem.


Kitchener okazał się nie taki straszny jak go w internecie malują:) Trzeba się tylko stale pilnować, żeby dobrze wbić igłę, bo inaczej całość nie będzie wyglądać bezszwowo:)

W następnym odcinku dwa kolejne golfy. A potem kolejny ażurowy szalik i coś bardziej na zimę - z tej samej włóczki co na załączonych obrazkach robię właśnie infinity scarf. Ale ponieważ to infinity, to sprawa może się trochę przeciągnąć. Ale na pewno nie w nieskończoność:)

czwartek, 16 września 2010

Jesień buch, druty w ruch:)

Wprawdzie dzisiaj na chwilę wyjrzało słońce, ale i tak robi się coraz bardziej jesiennie. A jak jesiennie, to wiadomo - szale, kominy, czapki, wristwarmersy. I w ogóle wszystko, co chociaz trochę ociepli życie.

Trzymam się tej linii programowej i szalikuję do oporu. Na warsztacie mam w tej chwili cztery rzeczy (cztery na już, bo jakby policzyć wszystko, to pewnie dobiłabym do dziesiątki. W poniedziałek przyszła nowa dostawa włóczek: dwie alpaki (cieniutkie na zwiewne jesienne szale), angora de luxe (na komin) i wełna z akrylem na męski szal.


Wszystko od razu trafiło na druty. No, prawie wszystko:) Grafitowego szala jest już połowa, bo włóczka mięsista i robi się bardzo szybko.




Komina jest maleńki kawałek, ale już wiem, że będzie wyglądać fajnie.




A z szarej alpaki robi się coś takiego:


Żałuję, że nie mam trzech par rąk, mogłabym wszystko dziergać jednocześnie:)

poniedziałek, 6 września 2010

Kobaltowy merynos skończony

Więc się chwalę:) Wygląda tak:


Włóczka to Merinos fine firmy ISPE - nie powiem, trochę się z nią męczyłam. Jest bardzo cienka, do tego jeszcze naciąga się w robocie. Z tępymi drutami nie ma co do niej startować. Uratowały mnie KnitPro nr 3,25. Ale za to jak teraz na to patrzę, to widzę, że zdecydowanie było warto:)

Szal jest niesamowicie miękki i delikaty, bardzo lejący. Kolor ma zdecydowanie obłędny - a już na czarnym tle wygląda po prostu rewelacyjnie. Można go zapętać na szyi (jako cienki szal wiosenno-jesienny) albo zarzucić na ramiona jako dodatek do małej czarnej.


Po zblokowaniu ma prawie dwa metry długości (co w trakcie i na mokro było lekko problematyczne z powodu braku odpowiedniego miejsca). Za to druga rzecz problemu nie zrobiła, bo nie trzeba jej było blokować. Wręcz przeciwnie, w tym przypadku blokowanie jest totalnie niewskazane:)

Zimno się robi, szyje marzną, a że nie każdy lubi szaliki, zabrałam się za neckwarmery, zwane u nas kominami. No dobrze, kominy przeważnie są wyższe i można w nich schować całą głowę - a ten jest zdecydowanie naszyjny:


Druty nr 3,5, niecały motek Lavity od Madame Tricote (która podobno zbankrutowała - a szkoda), wzór... No cóż, z wzorem mam pewien problem. Tzn. nie tyle z wzorem, co z jego nazwą. Jakaś wersja patentowego? Ściągacz angielski? Nie wiem - wiem za to, że to pierwszy wzór jakiego się nauczyłam po ogarnięciu różnicy między oczkiem lewym a oczkiem prawym:) A miałam wtedy niecałe 10 lat. W każdym razie robi się to jak ściągacz, tylko prawe przerabia się rząd niżej. Dzięki temu ściągacz jest bardziej wypukły i puchaty.



Ten wzór doskonale nadaje się na wszelkiego rodzaju szale - zwłaszcza z puchatej włóczki. Wtedy człowiek ma wrażenie, że właśnie zawinął się chmurką:) Nawet jeśli to chmurka burzowa - tak, na drutach mam już kolejny, tym razem w kolorze morsko-sztormowym.