Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kalinka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kalinka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 kwietnia 2009

Wiosenne nieporządki

Po dłuuugiej przerwie znowu mam do wklejenia parę fotek. I dobrze, bo to aż wstyd, że tu się nic nie dzieje.

Na początek słynna niebieska masakra - skończyłam z nią! W końcu! Efekt, jak dla mnie, taki sobie, ale L jest bardzo zadowolona. Fakt, trzeba przyznać, że wygląda w niej świetnie:)

Masakra w wersji finalnej wygląda tak:

Wzorku mam dosyć, bo nadaje się tylko do prostokątnych form - robienie, a potem szycie krzywizn może doprowadzić do szału.

Z innych skończonych: szalik z Luny, znowu meandering vines (tak jak tutaj). Do zblokowania. Pewnie poczeka do jesieni.

A na warsztacie: zblokowany i do zszycia zielony tunikopulower z Lavity (bardzo wydajna włóczka). Robiony gładko, w serek; jest długi i ma po bokach rozcięcia. Zastanawiam się nad dorobieniem paska.

I w końcu coś na chłodne wiosenne wieczory: rozpinany sweter z Oliwii. Robiony gładko, brzegi z przesuniętych (o ile dobrze pamiętam nazwę wzoru) żeberek.

Teraz myślę o czymś zwiewnym na lato - chodzi mi po głowie lekka tunika, niekoniecznie ażurowa, ale zdecydowanie przewiewna. Trzeba by poszukać włóczki i zabrać się za robotę. Ja się chyba nigdy nie nauczę, że na drutach robi się przed sezonem, a nie w trakcie:)

poniedziałek, 2 lutego 2009

Niebieska masakra

Dawno, dawno temu kupiłam kilka motków jasnoniebieskiej Kalinki na bluzkę, która miała pójść w dobre ręce L:) I wymyśliłam na nią wzorek z piekła rodem. Lekko dziurawy, ale o to chodziło, bo bluzka miała być na lato. Tylko co mnie podkusiło, żeby zrobić coś, co jest niesymetryczne, w każdym rzędzie ma inną liczbę oczek, a do tego rozłazi się przy spuszczaniu??? Miałam przód, miałam tył i miałam nożyczki w ręku, żeby wyzerować całość i zacząć coś bardziej przyjaznego dla dziergacza. Ale wtedy L zobaczyła co robię i "nie pruj, fajne, ja chcę taką bluzkę". 

A że mam dobre serce, a za Kalinką właściwie nie przepadam na tyle, żeby mieć frajdę z powtórki, to dodziergałam dwa rękawki:) Teraz by wypadało to diabelstwo pozszywać. W normalnych warunkach pestka. Ale nie tym razem. Wczoraj próbowałam wszyć rękawy, które jak na złość okazywały się raz za wąskie, a raz za szerokie.  Poległam. Chyba po raz pierwszy w życiu. Cisnęłam robotę w ciemny kąt, żeby nie robiła za wyrzut sumienia. Na szczęście w tygodniu będę zalatana, więc mogę się zawsze wymówić brakiem czasu. Może za tydzień pójdzie mi lepiej. Jak nie, to giń, przepadnij:)