poniedziałek, 31 stycznia 2011
Dwa lata, trzy miesiące, trzy tygodnie i cztery dni
Metka od włóczki przepadła gdzieś po drodze, ale na szczęście jest Ravelry, więc wiem, że to Linate Cotolin, chyba bawełna z akrylem, bardzo lekka i cienka - prawie 700 metrów w 100 dkg. Druty 2,5.
Dekolt w serek, bez plisy - z przodu robiony ciągiem, z tyłu obrobiony szydełkiem.
Sweterek jest długi, właściwie to tunika, dlatego, żeby się wygodnie nosiło, ma rozcięte boki. Rękawy 3/4. Właściwie to wyszedł z tego klasyczny letni ciuch:)
poniedziałek, 13 lipca 2009
Zielone co nieco
Ale szal to na jesień, teraz zabieram się za bawełny. Nowe zakupy włóczkowe wyglądają tak:

W rzeczywistości Kalinka jest bardziej srebrna, będę celować w coś bardziej eleganckiego. Na razie zajęłam się niebieską Virginią, robię z niej tunikę w romby.
środa, 24 czerwca 2009
Kiedy zostaje włóczka...
Tym razem przesadziłam z ilością Lavity. Ale ponieważ Lavita jest fajna, to nie marudzę, tylko robię chłodnoletni sweterek dla J. Robótka będzie prosta i szybka, bo to gładki ścieg na drutach 4,5. Brzegi ażurowe.

Ażur jest prosty, wypatrzyłam go w książce "The Knitter's Handbook , nazywa się "curving latice lace".
Z innej beczki - wczoraj po burzy miałam taki widok z okna:

Niebo najpierw było żółte, potem zrobiło się pomarańczowe, aż w końcu zaczęło wyglądać jakby rozlała się po nim tęcza. A mnie - jak zwykle - rozładowały się baterie w aparacie...
sobota, 11 kwietnia 2009
Wiosenne nieporządki
Na początek słynna niebieska masakra - skończyłam z nią! W końcu! Efekt, jak dla mnie, taki sobie, ale L jest bardzo zadowolona. Fakt, trzeba przyznać, że wygląda w niej świetnie:)
Masakra w wersji finalnej wygląda tak:

Wzorku mam dosyć, bo nadaje się tylko do prostokątnych form - robienie, a potem szycie krzywizn może doprowadzić do szału.

Z innych skończonych: szalik z Luny, znowu meandering vines (tak jak tutaj). Do zblokowania. Pewnie poczeka do jesieni.

A na warsztacie: zblokowany i do zszycia zielony tunikopulower z Lavity (bardzo wydajna włóczka). Robiony gładko, w serek; jest długi i ma po bokach rozcięcia. Zastanawiam się nad dorobieniem paska.

I w końcu coś na chłodne wiosenne wieczory: rozpinany sweter z Oliwii. Robiony gładko, brzegi z przesuniętych (o ile dobrze pamiętam nazwę wzoru) żeberek.

Teraz myślę o czymś zwiewnym na lato - chodzi mi po głowie lekka tunika, niekoniecznie ażurowa, ale zdecydowanie przewiewna. Trzeba by poszukać włóczki i zabrać się za robotę. Ja się chyba nigdy nie nauczę, że na drutach robi się przed sezonem, a nie w trakcie:)
poniedziałek, 2 lutego 2009
Niebieska masakra
Dawno, dawno temu kupiłam kilka motków jasnoniebieskiej Kalinki na bluzkę, która miała pójść w dobre ręce L:) I wymyśliłam na nią wzorek z piekła rodem. Lekko dziurawy, ale o to chodziło, bo bluzka miała być na lato. Tylko co mnie podkusiło, żeby zrobić coś, co jest niesymetryczne, w każdym rzędzie ma inną liczbę oczek, a do tego rozłazi się przy spuszczaniu??? Miałam przód, miałam tył i miałam nożyczki w ręku, żeby wyzerować całość i zacząć coś bardziej przyjaznego dla dziergacza. Ale wtedy L zobaczyła co robię i "nie pruj, fajne, ja chcę taką bluzkę".
A że mam dobre serce, a za Kalinką właściwie nie przepadam na tyle, żeby mieć frajdę z powtórki, to dodziergałam dwa rękawki:) Teraz by wypadało to diabelstwo pozszywać. W normalnych warunkach pestka. Ale nie tym razem. Wczoraj próbowałam wszyć rękawy, które jak na złość okazywały się raz za wąskie, a raz za szerokie. Poległam. Chyba po raz pierwszy w życiu. Cisnęłam robotę w ciemny kąt, żeby nie robiła za wyrzut sumienia. Na szczęście w tygodniu będę zalatana, więc mogę się zawsze wymówić brakiem czasu. Może za tydzień pójdzie mi lepiej. Jak nie, to giń, przepadnij:)



